niedziela, 13 sierpnia 2017

Zatrzymać czas - recenzja fotoksiążki od Saal Digital Polska



Kto lubi pstrykać fotki wie jak niesamowicie trudno jest je później sensownie posegregować, poukładać - wybrać te najpiękniejsze, najbardziej cenne - tak by obraz uchwycony w kadrze pozostał z nami na zawsze nie tylko we wspomnieniach ale i przybrał postać rzeczywistą. Najlepiej w postaci zdjęcia, które można dotknąć a czasem nawet wpatrywać się godzinami.

A gdy już uda ci się wybrać te naj - najcenniejsze, najpiękniejsze , najbardziej wartościowe - pozostaje kwestia co z nimi zrobić ? Wywołać jak setki innych i schować do rodzinnego albumu ? 




Tutaj w sukurs przychodzi z alternatywą Saal Digital. Firma oferuje szereg możliwości dzięki którym
tradycyjnie wywołanym zdjęciom możemy nadać alternatywną oprawę. 

Do wyboru mamy foto-obrazy w różnych wielkościach, foto-książki, foto-zeszyty, plakaty, kartki, kalendarze i szereg innych możliwości dzieki którym nasze ukochane fotografie mogą zostać utrwalone na zawsze.

Ja dzięki uprzejmości firmy mogłam przetestować foto-książkę i dziś właśnie przychodzę do Was z jej recenzją.



 
Najtrudniejszym zadaniem w całym przedsięwzięciu był wybór zdjęć. 
Cała reszta to już sama przyjemność i zabawa.







W przygotowaniu fotoksiążki korzystałam ze specjalnie dedykowanej aplikacji od Saal Digital, która praktycznie wykonała całą czarną robotę za mnie - mi pozostawiając tylko kwestię odpowiedniego rozmieszczenia zdjęć - i ewentualnego kreatywnego ozdobienia poszczególnych kart książki.

Sama aplikacja jest bardzo prosta i intuicyjna w obsłudze. 
Wystarczy wybierać rodzaj książki/zeszytu, oprawę , papier - i wszystkie parametry techniczne by po chwili móc cieszyć się projektowaniem.

Ja postawiłam na prostotę. Większość kart mojej fotoksiążki zajmują duże portrety córki, choć i znalazło się kilka stron na utrwalenie  fotografii do których po prostu mam sentyment.



To jak zaprojektujecie własny album - jest tylko i wyłącznie kwestią Waszej wyobraźni i kreatywności. Aplikacja naprawdę oferuje szereg możliwości ku temu by można było zaszaleć .
Zdjęcia w różnych rozdzielczościach, różne rozmieszczenie - od jednego nawet do kilkudziesięciu w wersji mikro na każdej stronie. 

I co najważniejsze - zdjęcia i wykonanie są doskonałej jakości. 

Przyznaję szczerze trudno zauważyć różnicę pomiędzy oryginalnym zdjęciem a zdjęciem zrobionym ... zdjęciu.

Zresztą zobaczcie sami :




Cudowne odwzorowanie kolorów, widoczny każdy szczegół i najmniejszy detal - a to wszystko na papierze wyjątkowo dobrej jakości.




Fotoksiążka to wspaniały pomysł na to by zatrzymać czas na papierze. To zbiór ukochanych i ulubionych zdjęć zgromadzonych w jednym miejscu. 
To wspaniała pamiątka dla nas samych ale i dla przyszłych pokoleń. Jest to też świetny pomysł dla prezent dla naszych najbliższych - rodziców i dziadków - bo nie zawsze mają oni możliwość uczestniczenia w naszym życiu - a dzięki fotografiom zgromadzonym w fotoksiążce mogą być częścią ważnych chwil  naszego życia :) 



Na zakończenie dodam, że sama realizacja zamówienia przebiega bardzo sprawnie. Od momentu złożenia przeze mnie zamówienia do chwili otrzymania książki minęły 2 dni.

Doskonała jakość, czas realizacji  świetna cena - wszystko to sprawia że z pewnością nie raz jeszcze skorzystam z oferty firmy - a wam mogę polecić jej usługi z czystym sumieniem.


środa, 2 sierpnia 2017

KLORANE- multifunkcyjny olejek POLYSIANES rozświetlający ideał na lato







Nie wiem jak wy ale ja uwielbiam kosmetyki wielofunkcyjne. Takie, które być może nie nadają się do wszystkiego, ale można je wykorzystać np w pielęgnacji kilku partii ciała.
Dziś o kosmetyku, który niewątpliwie jest właśnie takim wielofunkcyjnym  - mieniący się olejek Polysianes do twarzy, ciała i włosów.

Marka Polysianes należy do koncernu Klorane - który słynie między innymi z doskonałej jakości produktów do pielęgnacji włosów, wśród całej gamy znajdziemy między innymi tam mój ulubiony suchy szampon.

Linia Polysianes jest inspirowana przyrodą dalekiej i intrygującej Polinezji (co zresztą można wywnioskować po samej nazwie), wykorzystuje dobroć  olejków z roślin z tamtego regionu.

Posiada właściwości nawilżające, regenerujące i kojące oraz anti-age.
Delikatnie pachnie, ma lekko pudrową konsystencję.




Mimo iż jest to olejek - to ma bardzo lekką formułę. Stosowany na włosach nie obciąża ich a sprawia ze drobinki złota nadają im subtelnych, złocistych refleksów i sprawiają że z każdym ruchem głowy nasze włosy w słońcu cudownie się mienią.Nabierają elastyczności, miękkości i połysku.

Lekką warstwą nałożony na ciało i twarz wspaniale rozświetla,  nawilża skórę sprawiając, że staje się ona gładka, miła w dotyku - wręcz jedwabista.Jest to kosmetyki idealny na lato. Cudownie podkreśla opaleniznę. Idealny kosmetyk po opalaniu – nadaje niepowtarzalny odcień i blask opalonej skórze.

Stosowanie jest banalnie proste- wystarczy niewielką ilość kosmetyku delikatnie rozetrzeć w dłoniach i rozsmarować na partiach ciała, które chcemy rozświetlić. Efekt jest natychmiastowy.

Fajnie się spisuje na różnych typach skóry, nie zatyka porów, nie podrażnia. Śmiało może zastąpić rozświetlacz - użyty w tej formie na twarzy czy dekolcie daje wrażenie bardzo naturalnego i subtelnego rozświetlenia.


Jedynym mankamentem jest szklana buteleczka bez żadnego dozownika w której olejek został umieszczony. Choć jest bardzo elegancka , wydobycie odpowiedniej ilości ( tak by nie przedobrzyć ) graniczy wprost z cudem. No i niestety nie ma szans zużyć go do końca - szkoda bo odrobina produktu zawsze niestety się zmarnuje.


środa, 26 lipca 2017

NIVEA sun nawilżający BALSAM do opalania - w trosce o twoją skórę i ubrania !






Lato.


Czas wakacyjnych wojaży i urlopów. Czas beztroski, słodkiego lenistwa i wylegiwania się w ciepłych promieniach słonecznych. Często jednak zapominamy o tym, że choć dla nas to najfajniejszy okres to dla naszej skóry- już niekoniecznie. Narażona na nieustanną ekspozycję na promieniowanie UVA i UVB , bez odpowiedniej ochrony traci swą świeżość, szybciej się starzeje i ulega nieestetycznym przebarwieniom. Nie zapominajmy też o tym, ze ekspozycja na słońce bez żadnej ochrony potęguje ryzyko zachorowania na nowotwór skóry o kilkanaście %.


Dlatego ważne jest by latem pamiętać o odpowiedniej ochronie i zainwestować w krem/balsam/olejek z wystarczająco wysokim filtrem, który nie tylko będzie zapobiegał oparzeniom ale i chronił skórę właśnie przed działaniem szkodliwych promieni.



Ja od zawsze sięgam po Nivea. Mam zaufanie do tej marki, towarzyszy mi od wielu lat. Pamiętam gdy jako kliku letni brzdąc wyjeżdżałam na kolonie nad morze - Nivea z filtrem (co najmniej 20) zawsze była podstawą mojego wakacyjnego ekwipunku a w głowie ciągle majaczyły słowa mamy - "pamiętaj o tym by codziennie smarować swoją skórę!". I odkąd zdarzyło mi się raz zapomnieć a słońce spaliło mnie tak że cała skóra była w raczym kolorze - jeszcze bardziej się pilnowałam by sytuacja ta nigdy się nie powtórzyła.
 
I te słowa po dziś dzień mam głęboko wyryte w głowie, ba nawet teraz sama będąc mamą powtarzam je jak mantrę swojej dziewięcioletniej córce

Niestety obie jesteśmy bladoskóre- tym bardziej skuteczna ochrona przeciwsłoneczna jest nam wskazana. 



Jak wspomniałam Nivea rokrocznie jest stałym gościem naszej wakacyjnej kosmetyczki. Nie inaczej jest w tym roku. Towarzyszy nam i nad morzem i na miejskim basenie, i nad pobliskim jeziorkiem - wszędzie tam gdzie słońce mocno praży i dotyka gołej skóry. Zawsze skuteczna i nigdy nie zawodzi. 
W tym roku dodatkowo nasz ulubiony balsam został wzbogacony o formułę chroniącą ubrania przed plamami, co zdecydowanie jest kolejnym plusem przemawiającym na korzyść tego kosmetyku.

Dlaczego akurat Nivea sun ?

Po prostu - moja skóra ją lubi. Idealnie się uzupełniają.

Formuła lekkiego balsamu ładnie rozprowadza się na skórze , nie pozostawiając tłustej lepkiej warstwy a lekki, choć wyczuwalny pod palcami film. Pięknie pachnie - zapach przywołuje najwspanialsze wspomnienia z wakacji nad morzem - bo jest on niezmienny od wielu lat




Nie podrażnia skóry - dla mnie jako dla wrażliwca jest to niezmiernie istotne a dodatkowo ładnie nawilża, co przy ciągłej ekspozycji na słońce słoną czy chlorowaną wodę jest dodatkowym atutem.

No i przede wszystkim idealnie spełnia swoją funkcję .

Odpowiednio częsta aplikacja, odpowiednio dobrana ilość kosmetyku gwarantuje skuteczną ochronę przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym.

Pamiętajmy tylko o właściwym nakładaniu balsamu, bo choć jest on wodoodporny to jednak po pływaniu, spoceniu się czy przetarciu ciała ręcznikiem powinniśmy powtórzyć aplikację.

I faktycznie moje ubrania dzięki ultranowoczesnej formule użytej w balsamach Nivea sun są bezpieczne - zero plam i przebarwień po filtrach ! Bardzo mnie to cieszy, że podstawowa formuła Nivea sun nie ulega zmianom, ale sama marka wychodzi naprzeciw oczekiwaniom konsumentów ulepszając ją i unowocześniając.






Oczywiście sam kosmetyk jest przebadany dermatologicznie, posiada wszystkie możliwe atesty i jest bezpieczny dla nas w 100 %.

Moi mili pamiętajcie o odpowiedniej ochronie przeciwsłonecznej.
Starajmy wyrobić sobie nawyk bezpiecznego opalania i niech w każde wakacje przyświeca nam hasło : "Bez kremu z filtrem nie wychodzę na słońce" !

Wizualnie opakowanie pięknie się prezentuje. Uwielbiam ten soczysty niebieski kolor tak charakterystyczny dla marki.

Sam balsam dodatkowo jest bardzo wydajny - dla jednej osoby z pewnością wystarczy na cały okres urlopowania.

No i jest też w czym wybierać. Lato rozpoczęliśmy wysokim filtrem SPF 50 - teraz gdy skora jest już ładnie opalona sięgamy właśnie po filtr SPF 20 .
Gama produktów do opalania   jest bardzo szeroka i z pewnością każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.

Pamiętajcie,że szkodliwe promieniowanie dociera do naszej skóry również przez ubrania. Chrońcie swoją skórę. Wszak nie sztuką jest mieć cudowną opaleniznę przez jeden sezon - sztuką jest cieszyć się zdrową skórą przez całe życie


Ja od wielu lat dzięki Niva sun jestem spokojna o swoje zdrowie, stan mojej skóry i z uśmiechem na twarzy mogę korzystać z uroków słonecznej pogody czego i Wam wszystkim życzę! 

czwartek, 6 lipca 2017

Skin Care Expert All Day- PEARLS Serum rozświetlające FLOSLEK



Moje drogie kobietki. Rzadko zdarza mi się bym decydując się na zakup kosmetyku zwracała uwagę na to jak on się prezentuje. To znaczy lubię, gdy ma ładne, przyciągające oko opakowanie - ale nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest dla mnie skład, zawartość, opinie i oczywiście skuteczność danego produktu.I to właśnie głównie tym kieruję się przy zakupie kosmetyków.Ale jako typowa sroczka nie potrafię czasem obojętnie przejść obok pięknie wyglądających opakowań. I to właśnie opakowaniem na pierwszy rzut oka perełki rozświetlające od Flos-Lek przyciągnęły moją uwagę i wylądowały w moim koszyku.

No po prostu spójrzcie ! Jak pięknie wyglądają!

Przepiękna szklana buteleczka, która w środku zawiera połyskujące perełki, cudowna złota pompka - gwarantowany efekt WOW  !



Ale post ten by zapewne nie powstał gdyby kosmetyk ten zachwycił mnie tylko opakowaniem.
Otóż nie. Serum bardzo fajnie sprawdza się w codziennej pielęgnacji i choć nie jest to baza pod makijaż - dobrze również sprawdza się w tej roli.

 Według opisu producenta jest to: "Luksusowy preparat przeznaczony dla nowoczesnych kobiet, oczekujących spektakularnych efektów. Idealny do skóry narażonej na negatywne działanie czynników zewnętrznych, takich jak: klimatyzacja, zanieczyszczenia atmosferyczne, tryb życia. Nowatorska formuła Selfie effect technology™ sprawia, że precyzyjnie dobrane składniki aktywne, zamknięte w unikalnych perłach, odmładzają i zapobiegają powstawaniu zmarszczek oraz długotrwale nawilżają. Skóra odzyskuje zdrowy, promienny wygląd i jedwabistą gładkość"

 NATYCHMIASTOWY EFEKT:


 

Rozświetlenie skóry- 80%**
Młodszy wygląd skóry – 64%**




 
DZIAŁANIE PO 4 TYGODNIACH STOSOWANIA:

Zmniejsza długość zmarszczek u 100% badanych*
Zmniejsza głębokość zmarszczek u 90% badanych*
Odzyskanie promiennego wyglądu – 92%**
Wygładzenie skóry – 84%**
Poprawa jędrności, napięcia i elastyczności skóry - 84%**
Nawilżenie skóry- 96%**
Wzrost nawilżenia nawet o 39%*



Nie mogę się w 100 % zgodzić z tym opisem , nie traktowałabym tego produktu jako ściśle przeciwzmarszczkowego (zresztą wystarczy popatrzeć na skład gdzie kwas hialuronowy wypełniający zmarszczki jest na szarym końcu) ale jako serum rozświetlające i odżywiające skórę sprawdza się świetnie.

Sam kosmetyk ma bardzo fajna konsystencję.  Rozświetlające perełki zanurzone są w lekkim żelu i razem z nim wydobywane są za pomocą przyciśnięcia pompką. Samo rozwiązanie jest świetne, pomysł również choć czasem pompka się zacina i trudno wydobyć z niej kosmetyk. Nie wiem być może tylko mój egzemplarz ma taką wadę. 

Serum zaraz po nałożeniu sprawia że skóra lekko się klei , jednak na szczęście efekt ten mija dość szybko a skóra pozostaje gładka w dotyku i ślicznie rozświetlona.

Jak wspomniałam nie spodziewałam się spektakularnego efektu odmłodzenia po użyciu kosmetyku, ale zauważalnie stan skory się poprawił. Jest ładnie nawilżona, bardziej gładka i jędrna.

Sam efekt rozświetlenia jest oczywiście najbardziej widoczny gdy skóra nasza jest nietknięta żadnym pokładem. Im bardziej kryjący podkład tym rozświetlenie jest mniej widoczne i w zasadzie perełki pełnią juz tylko rolę fajnie nawilżającej bazy. Natomiast jest to idealny produkt na wiosnę i lato, kiedy nasz makijaż jest zdecydowanie lżejszy przynajmniej ja stawiam na podkład tylko lekko kryjący - wtedy faktycznie perełki spełniają swoją rozświetlającą rolę idealnie.




wtorek, 4 lipca 2017

W trosce o skórę najmłodszych - NIVEA baby MLECZKO INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCE


Kiedy przygotowujemy się na przyjście wyczekiwanego maleństwa na  świat już dużo wcześniej szykujemy dla niego wyprawkę. Wszak nasz dzidziuś zasługuje na wszystko, co najlepsze.

O ile przy pierwszym dziecku szalałam niemiłosiernie i ze wszystkim przesadziłam - to znaczy ze zbyt dużą liczbą ubranek, akcesoriów które w praktyce okazały się zupełnie zbędne - to przy drugim dziecku starałam się skupić na tym co najważniejsze.  Na tym co ma bezpośredni wpływ na naszego maluszka - na kosmetykach do pielęgnacji delikatnej skóry niemowlaka.

I choć jako matka z doświadczeniem powinnam sobie szybko poradzić i w tej kwestii to przyznaję,że gdy zaczęłam przeglądać oferty różnych marek - po prostu przepadłam. Asortyment i rynek kosmetyków niemowlęcych jest tak bogaty, że naprawdę trudno się w nim odnaleźć. I trudno zdecydować co dla naszego maleństwa będzie najlepsze.



I przyznaję też, że mimo wielu nowości na rynku postanowiłam kolejny raz zaufać w kwestii pielęgnacji sprawdzonej marce, marce której ufam już od wielu lat i która chyba jeszcze nigdy mnie nie zawiodła - marce Nivea.

Nivea ma specjalnie dedykowaną linię dla najmłodszych - linia ta nazywa się Niva baby - i znajdziemy tu wszystko czego potrzeba do pielęgnacji delikatnej skóry noworodka- już od pierwszych chwil jego życia.

Nivea baby dzieli się również na wersje podstawową jak i na wersję emolientów- czyli kosmetyków skierowanych dla maluszków o bardziej wymagającej skórze, wrażliwej i przesuszonej.

Ja dziś skupię się na kosmetyku, który towarzyszy nam od pierwszych chwil i który jest ratunkiem dla suchej nieraz skóry - jest to mleczko intensywnie nawilżające przeznaczone do pielęgnacji maluszków już pierwszych dni ich życia.



Jest to kosmetyk, który posiada wszystkie możliwe atesty jak i również pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. Jest w pełni bezpieczny - bezpieczeństwo jego stosowania jak i zarówno skuteczność zostały potwierdzone w badaniach klinicznych i dermatologicznych. Przy jego tworzeniu swój udział mieli również pediatrzy i dermatolodzy.

Co ważne mleczko nie zawiera alkoholu , parabenów i barwników za to zostało wzbogacone o formułę z masłem shea - które nawilża, odżywia i delikatnie pielęgnuje skórę noworodka.



Mleczko ma bardzo fajną konsystencję - nie jest ona ani za rzadka ani za gęsta. Wystarczy odrobinę rozprowadzić na dłoniach, lekko rozgrzać i delikatnie wmasowywać je w skórę naszego maleństwa.
Kolejnym plusem jest to, że mleczko bardzo fajnie i szybko się wchłania i choć zawiera masło shea nie pozostawia na skórze tłustej warstwy a jedynie lekki film ochronny.

No i moi drodzy - sprawdza się w tym do czego zostało stworzone - idealnie nawilża skórę malca, pielęgnuje ją a przede wszystkim jest tak delikatne, że jej nie podrażnia.
Radzi sobie także bardzo dobrze w przypadku nadmiernego przesuszenia czy objawów suchej skóry towarzyszących alergii.

Skóra po jego użyciu jest mięciutka , gładka i przyjemnie pachnąca. 
A przecież o to najbardziej nam mamom chodzi - by zapewnić naszym dzieciom wszystkiego czego im potrzeba. 

środa, 21 czerwca 2017

MICHEL MERCIER kids - profesjonana szczotka do włosów w wersji "Girlie"

 Na ratunek splątanym włosom!


 Taką minę miała moja córka, gdy kazałam jej rozczesać włosy pierwszy raz nową szczotką i gdy nie spodziewała się, że ta szczotka zupełnie różni się od tych dotychczasowo używanych przez nas ...

Witajcie moje drogie mamy - a zwłaszcza mamy dziewczynek o długich włosach.
Pewnie jak i ja uwielbiacie rozczesywać splątane kosmyki waszych księżniczek ? Bo dla moich uszu nie ma  nic milszego od porannych krzyków:
- "Nie szarp!"
- "Ała ... to boli!"
- "Zostaw moje włosy!"

Wiec jeżeli macie dość porannych przebojów związanych z rozczesywaniem włosów waszych milusińskich - ten post jest pisany z myślą o Was :)




Marka Michel Mercier to cała gama szczotek skierowanych dla osób o różnym typie włosów.
Ja przymierzam się do zakupu szczotki dla siebie, ponieważ jestem bardzo zadowolona jak sprawdza sie w pielegnacji włosów mojej córki i mam nadzieję ze większa wersja równiez będzie się doskonale spisywać.

W wersji kids mamy do wyboru 3 typy szczotek: do włosów normalnych, cienkich i grubych.
Bardzo ważne jest by dobrać odpowiedni rodzaj szczotki do typu włosów, aby szczotka dobrze spełniała swoje funkcje.

"Sekret tej innowacyjnej szczotki leży w unikalnym opatentowanym rozkładzie geometrycznym 428 końcówek o 32 różnych wysokościach i 16 różnych średnicach i lokalizacjach końcówek, które rozpraszają siłę nacisku wywieraną na włosy podczas szczotkowania. W rezultacie pozwalają na wyjątkowo przyjemne rozczesywanie, oraz redukują łamliwość oraz wypadanie włosów spowodowane szczotkowaniem"

Szczotka „Girlie” została stworzona specjalnie dla dziewczynek od 3-go roku życia.  Dzięki niej rozczesywanie włosów Twojego dziecka wreszcie będzie przyjemne. Szczotka nie szarpie i nie wyrywa włosów i świetnie sobie radzi nawet z najbardziej splatanymi włosami ".


Córka ma włosy cienkie i delikatne wiec wybrałyśmy szczotkę w soczystym pomarańczowym kolorze - przeznaczoną do pielęgnacji tego typu włosków.



Na pierwszy rzut oka szczotka kusi kolorem, bardzo intensywny , przyjemny na pewno spodoba się każdej dziewczynce.

Jest plastikowa a szeroki rozstaw ząbków  ułatwia utrzymanie jej w czystości.
Przy rozczesywaniu nie szarpie włosów, dobrze radzi sobie z kołtunami i tymi mniejszymi i tymi większymi też 

No i zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów. Moja córka może nie pokochała tej czynności, ale odkąd szczotka jest w naszym domu przede wszystkim skończyły się poranne krzyki no i córcia sama dba o swoje włoski. Zaczęło jej to sprawiać przyjemność, nie muszę jej o tym przypominać. 
Czesze i czesze aż włosy lśnią gładkością  i nie wśród nich ani jednego kołtuna!

Polecamy - Mama i córka :) 
P.S. - Zadowolenie widać w oczach





sobota, 17 czerwca 2017

DERMA PLUS - czyli jagody Goji nie tylko do jedzenia ( pianka do kąpieli )





Dziś na blogu moi mili gości totalna nowość na polskim rynku, mianowicie pianka do kąpieli z dodatkiem ekstraktu z jagody Goji włoskiej firmy Derma Plus.

Lubię jagody Goji są smaczne i zdrowe, ale pierwszy raz mam styczność z nimi jako dodatkiem do produktów kosmetycznych. Dopiero gdy przeczytałam jak wiele ta niepozorna jagódka może zrobić dla naszej skóry i jakie ma właściwości szczerze się zdumiałam dlaczego kosmetyka tak rzadko po nie sięga.

Otóż jagody Goi to  niezwykle bogate źródło witamin i minerałów a przede wszystkim bogate źródło antyoksydantów, które usuwają toksyny , zwalczają wolne rodniki i odmładzają.


Derma Plus oferuje całą gamę kosmetyków z wyciągiem z jagód Goji, natomiast ja osobiście dzięki platformie Ambasadorka Kosmetyczna mam przyjemność testować piankę do kąpieli.

Pianka jest przebadana dermatologicznie, również na obecność szkodliwego niklu.

Nie zawiera SLES, parabenów wazeliny, formaldehydu , OGM, barwników i alergenów.

Jest przeznaczona do pielęgnacji każdego typu skóry, nawet tej najbardziej delikatnej i wrażliwej.

Jagody goji, których ekstrakt pianka w sobie zawiera pochodzą z upraw biologicznych i wzbogacają piankę w witaminy C, B1 i B2.
 



Tyle tytułem wstępu, czas na moje osobiste wrażenia.

Pierwsze zaskoczenie - konsystencja. W ogóle nie przypomina pianki. Jest zwarta, gęsta i trzeba się odrobinkę namęczyć by wycisnąć kosmetyk z pojemnika. Nie jest to jednak jego wadą, bo wlana pod strumień bieżącej wody bardzo szybko się z nią miesza i tworzy gęstą, pachnącą pianę.

Zapach jest lekki i świeży, nie jest ani przytłaczający ani sztuczny.Sam kosmetyk faktycznie jest łagodny dla skóry i jej nie podrażnia. Taka kąpiel to sama przyjemność - wychodząc z wanny mamy skórę miękką, gładką i delikatną w dotyku a zapach jaki na niej pozostaje jest niesamowicie przyjemny.

Na zakończenie dodam, że pianka dzięki swojej konsystencji jest niesamowicie wydajny a pojemność 500 ml z pewnością wystarczy na długo. Warto się skusić.


czwartek, 15 czerwca 2017

Skuteczna ochrona nie tylko przed potem - antyperspirant NIVEA invisible


Zbliża się lato, czyli taki czas kiedy szukamy jak najlepszych rozwiązań-ochrony dla swojej skóry przed potem. I choć na rynku jest dostępnych ogrom antyperspirantów w różnej formie - od sztyftów, poprzez kulki a na sprayach skończywszy to wcale nie tak łatwo wybrać odpowiedni dla siebie.




Dobry antyperspirant powinien przede wszystkim chronić przed potem i eliminować brzydki zapach.
Dla mnie to jest pierwsza zasada, którą kieruję się przy jego wyborze.

Kolejną niezmiernie istotną kwestią jest zapach. Lubię świeże, lekkie zapachy, które nie są przytłaczające i duszące.

Również forma antyperspirantu jest dla mnie ważna, w zasadzie wybór ograniczam tylko do tzw. kulki lub spray'u. Sztyft zupełnie się w mojej pielęgnacji nie sprawdził, ba nawet nie polubił się ze skórą.




Odkąd pamiętam dla mnie istniała tylko jedna marka i nie piszę tego kurtuazyjnie przez wzgląd na temat posta, ale tak po prostu jest. Klasyczna Nivea w kulce. Zawsze mam w domu i zawsze jest w zapasie, bo dla mnie jest to najlepsza i najskuteczniejsza ochrona przed potem. 

Latem natomiast sięgam również po Nivea lecz stawiam na formę sprayu, który nie tylko chroni przed brzydkim zapachem, ale i w ciągu kilku sekund wspaniale odświeża i orzeźwia skórę.

Wśród wszystkich dostępnych wariantów Nivea postawiłam na antyperspirant w wersji invisible .
Klasyczny, świeży zapach, który długo utrzymuje się na skórze ( choć na pewno nie chroni 48 godzin przed potem) a dodatkowo co dla mnie ważne jest bezpieczny dla ubrań, które noszę.

Otóż moi mili bowiem Nivea invisible można bez obaw stosować nosząc zarówno białe jak i czarne ubrania. Jej specjalna formuła zapewnia ochronę przed powstawaniem żółtych plam na jasnych ubraniach i białych odbarwień na czarnych.  



Wybrałam również ją z powodu zapachu. Piękny, świeży i lekki. W mig odświeża skórę dając mi pewność zdecydowanej, kilkugodzinnej ochrony przed potem i jego nieprzyjemnym zapachem. 

Na jego korzyść przemawia również to, że jest bardzo delikatny dla skóry- nie podrażnia jej nawet użyty już w kilka chwil po goleniu .

Chroni skutecznie przed umiarkowanym poceniem, idealnie sprawdza się w czasie letnich wojaży gdy potrzebujemy natychmiastowego odświeżenia. Jest wygodny w użyciu - formuła twist on/off to najlepsze rozwiązanie w przypadku antyperspirantów no i jest szeroko dostępny. Wszystko to sprawia,że jest jednym z moich niezawodnych ulubieńców.





A wy jaką ochronę preferujecie przed potem i brzydkim zapachem ? Czy oprócz tego zwracacie uwagę na to by dobry antyperspirant dbał nie tylko o waszą skórę lecz i o wasze ubrania ?


niedziela, 4 czerwca 2017

PHYTOKERATINE EXTREME - keratynowy krem odbudowujący do włosów bardzo zniszczonych


Jak bumerang na bloga wraca temat moich włosów bo co tu dużo ukrywać faktycznie odbiegają od ideału. Był taki czas kilka miesięcy temu gdy po wizycie u fryzjera i zdecydowanym obcięciu faktycznie było lepiej , no ale cóż kolejne farbowania, częste używanie prostownicy i suszarki doprowadziły do tego, że wróciłam do punktu wyjścia.

Suche łamliwe, bez połysku i zniszczone. Moje włosy.
Tym razem jednak zamiast eksperymentować z różnego rodzaju kosmetykami postawiłam na produkt prima sort z ciut wyższej półki cenowej o bardzo interesującej formule i ciekawym-bogatym roślinnym składzie. PHYTOKERATINE EXTREME - keratynowy krem odbudowujący do włosów bardzo zniszczonych.




Jak sama nazwa wskazuje możemy spodziewać się kosmetyku z keratyną w składzie. Pewnie większość z Was wie czym jest keratyna dla naszych włosów dlatego tylko w kilku słowach napomknę jak ważny jest ten składnik dla stanu naszej czupryny. Otóż moi mili keratyna to główny budulec łodygi włosa, białko odpowiedzialne za jego stan, wygląd i kondycję oraz odporność na działanie różnych, szkodliwych czynników zewnętrznych.

Gdy łodyga włosa zostaje uszkodzona w jej strukturze tworzą się ubytki, które sprawiają że włosy stają się matowe, bez połysku, a ich odporność na czynniki zewnętrzne ( np. ciepło) jest znikoma.
Rolą kosmetyków z keratyną jest więc odbudowa zniszczonych wiązań i przywrócenie włosom zdrowego wyglądu.

Na samym początku mojej przygody z keratynowymi kosmetykami  miałam wrażenie, że one wcale nie działają a opowieści o ich cudownym wpływie na włosy można włożyć między bajki. Dopiero gdy zagłębiłam się w temat okazało się gdzie tkwi tego przyczyna ich nieskuteczności.
Szampon i odzywka z silikonami w składzie.
Silikony oblepiając łuskę włosa niestety blokowały do niej dostęp keratyny a co za tym idzie nie pozwalały jej na jego regenerację i odbudowę. I choć pozornie włosy ładnie wyglądały, ładnie się. układały to jednak nadal im czegoś brakowało. Regeneracji. Dlatego moi mili - albo silikony albo keratyna.




Odstwiłam wiec kosmetyki z silikonami a w pielęgnacji mojej czupryny zagościł keratynowy krem firmy Phyto .

Czym jest sam krem ? 

Krem jest kompilacją roślinnej keratyny złożonej z 18 biomimetycznych aminokwasów , które dokładnie naśladują naturalną strukturę keratyny włosa przenikają do jego wnętrza, wypełniając ubytki aminokwasów i zapewniając ich rekonstrukcję.Oprócz tego znajdziemy w nim nieznane mi wcześniej masło sapote ( dwa razy bardziej bogate w kwasy omega 6 niż masło shea. Ta wyjątkowa zawartość kwasów tłuszczowych sprawia, że włosy odzyskują wytrzymałość, stają się zregenerowane i głęboko odżywione) oraz olej z drzewa baobabu (który pomaga przywrócić ochronną hydrolipidową warstwę i międzykomórkowe spoiwo włókna włosa).


Jest przeznaczony do stosowania na suche włosy, ale nic nie stoi na przeszkodzie by nałożyć go również na wilgotne końcówki - składniki aktywne w nim zawarte stanowią wtedy dodatkową barierę  ochronną przed takimi czynnikami jak ciepło ( jest idealny dla osób, które często suszą włosy bądź używają prostownicy krem gwarantuje ochronę do temp. 220 stopni Celcjusza ). Oczywiście kremu nie spłukujemy.

Ma bardzo fajną, lekką konsystencję. Zdecydowanie w przeciwieństwie do silikonów nie obciąża włosów a pięknie je wygładza nadając im gładkości i dyscyplinując je. Włosy po niewielkiej dawce kremu pięknie poddają się stylizacji i co jest wręcz dla mnie objawieniem - nie puszą się !

Włosy są lekkie, miękkie i delikatne.  W przypadku olejów często  sprawiały wrażenie niedomytych i przetłuszczonych - czasem nawet zwijały się w strąki. W przypadku kremu Phyto nic takiego się nie dzieje. Wystarczy tylko pamiętać by nakładać go od końcówek do mniej więcej połowy długości włosów i oczywiście omijać skórę głowy :)

Jest niesamowicie wydajny, wystarczy kilka pompek ( 2-3 ) na włosy średniej długości, by osiągnąć zamierzony efekt.
Można stosować codziennie. Gdzieś obiła mi się o uszy informacja,że w przypadku częstego stosowania włosy przyzwyczajają się do tego produktu i efekty już nie są tak spektakularne.W moim przypadku nic takiego nie miało miejsca - krem jak działa na początku tak samo działa i teraz.


Pachnie obłędnie! Nałożony na włosy sprawia, że długo roztaczają wokół siebie, delikatny subtelny i bardzo przyjemny zapach.  


Połączenie odbudowującej mocy keratyny z regenerującą siłą masła sapote i oleju z babobabu sprawia,że zniszczone włosy odzyskują dawne piękno. Stają się mocniejsze, zregenerowane, pięknie błyszczą i wyglądają zdrowo. Zaobserwowałam również że stan nawet  najbardziej zniszczonych fragmentów włosa (końcówki) uległ zdecydowanej poprawie.
I choć krem nie należy do najtańszych - polecam, bo naprawdę jest skuteczny.